[wpml_language_selector_widget]
Polish English French German Spanish Russian Chinese (Simplified) Japanese Hindi Arabic
[wpml_language_selector_widget]
Polish English French German Spanish Russian Chinese (Simplified) Japanese Hindi Arabic
Dział 6Ukojenie - Wspomnienia o Przyjaciołach, o Matce i Dzieciństwie, Pamiątki z życia rodziny., Postacie...

Wspomnienie o Przyjaciołach: Andrzej Ibis Wróblewski + Inni Przyjaciele z Klubu Muzycznego MAXIM w Warszawie…

Zgłaszający Eksponat:
Tadeusz "Max" Wysocki
podziel się z innymi:

Witam wszystkich,

Czytam właśnie memuary Jeremiego Przybory “Przymknięte Oko Opaczności” (Pan Jeremi jak zwykle bawi się słowami). Ale kiedy wspominam Redaktora Andrzeja Ibis Wróblewskiego, to zdaje mi się, że kiedy ten wspaniały człowiek odszedł z tego świata w piękny, ostatni, przedwiosenny dzień tego roku, to Opatrzność ludowi polskiemu oczy jeśli nie zamknęła to przynajmniej przymrużyła. Bo jakże to? Odszedł tak wspaniały człowiek, ukazały się niewielkie wspomnienia i zapadła głucha cisza. Oto przykład współczesnych obyczajów ludu polskiego A.D. 2002 – ktoś kompletnie nijaki gdzieś tam robi blokadę drogi – to przez wiele dni i tygodni trąbi o tym prasa, RTV, itd. Ale kiedy odchodzi człowiek wielki – cisza!

Już nawet coraz więcej dziennikarzy specjalizuje się w pisaniu wspomnień o byłych 1-ych, 2-ich, 3-ich, itd. sekretarzach, czy członkach czegoś tam. O historio pełna paradoksów! – jak to się dzieje, że coraz częściej we wspomnieniach ludzi polityki czy kultury dawnego minionego systemu tak wiele krzywd, których doznali oni od tego właśnie systemu, który sami tak fanatycznie tworzyli.

Na szczęście byli wokół nas i inni ludzie – Andrzej Ibis Wróblewski – wielka postać w kulturze Polski XX wieku. Człowiek niezwykle serdeczny, ciepły, ogromnej kultury słowa i ciągle skierowany ku innym. Setki, tysiące ludzi, którzy mieli z nim kontakt, zapamiętali go jako wielkiego, niezależnego od systemu fantastycznego dziennikarza (jego cudowne felietony w “Życiu Warszawy)” oraz człowieka spolegliwego, zawsze pomagającego innym. Był przez kilkadziesiąt lat Wielkim Ministrem Polskiej Kultury i Polskiego Języka – ministrem bez teki, a szkoda – takie były czasy!

Moje skromne wspomnienie z nim związane oraz z innymi wspaniałymi Przyjaciółmi spotkanymi na drodze życia przy organizacji Klubu Muzycznego MAXIM w Warszawie –

Był rok 1971, bardzo szaro, bardzo smutnie i bardzo biednie, jak to za komuny (no, może nie dla wszystkich – to był system “sprawiedliwości społecznej”, gdzie byli równi i równiejsi – ale trzeba było należeć – i podlegać).

Grupa niezwykłych, szalonych, młodych ludzi (elektronicy, architekci, ekonomiści) postanowiła rozbarwić nasze wspólne, szare życie i zorganizować w Warszawie roku 1971 nowoczesny Klub Muzyczny MAXIM. Znaleźli pusty, zamknięty lokal po dawnej powojennej knajpie “Maxim” (ogromne przedwojenne piwnice pod kinem Palladium, ul. Kniewskiego 7/9 – teraz Złota 7/9 – teraz mieści się tam klub HYBRYDY). Nasze prace nad klubem MAXIM trwały trzy lata. I ten klub otworzono! I tylko dzięki wielkiej, społecznej (uwaga młodzi – to znaczy, że bez żadnej zapłaty, bez żadnych pieniędzy za projekty i wieloletnie przygotowania organizacyjne!) pracy wielu fantastycznych ludzi doprowadzono w grudniu 1974 roku do jego otwarcia! Głównym organizatorem klubu MAXIM był niesamowity przyjaciel Marek Bogatek – teraz osiedlony w Sydney Australia, pierwszym projektantem klubu MAXIM był świetny architekt Krzysztof Pasternak przy pomocy równie prześwietnego architekta Andrzeja Krzemińskiego, a propagatorem prasowym klubu MAXIM został redaktor Andrzej Ibis Wróblewski z redakcji “Zycie Warszawy”.

IBIS pomagał, pisał tak ciepłe o MAXIMIE artykuły w prasie. Niezapomniany człowiek, niezwykła osobowość, ogromnej klasy fachowiec w dziedzinie kultury i dziennikarstwa.

Klub MAXIM istniał, po otwarciu 31.12.1974 (Wielki Bal Sylwestrowy u Maxima, prowadził Andrzej Rosiewicz), tylko kilka miesięcy. Władza szybko go zamknęła, bo jak pamiętam decydujący o gastronomii w Warszawie – nowy przedstawiciel komitetu centralnego partii (sic!?) zaraz po objęciu przez niego stanowiska wezwał mnie do jego wielkiego gabinetu i zrobił mi karczemną awanturę – kto pozwolił na otwarcie lokalu, który łamie proste zasady gastronomii – “wódka, dziewczyny i śpiew”!!?? (żart? – wcale nie – była taka teoria, że władza łatwiej kontroluje społeczeństwo czy świat przestępczy, jeśli tworzy i kontroluje dzienne i nocne knajpy z alkoholem i panienkami – i po to była potrzebna nocna knajpa MAXIM, a nie tam jakieś “wydumane” kluby muzyczne).

Tak więc rozstaliśmy się z Maximem i z Panem Andrzejem – dobrym duchem naszego klubu. Potem nastał stan wojenny i rozrzuciło nas po całym świecie – aż do Australii. Ale przez cały czas duchem byliśmy razem, przyjaciele pisali z kraju, że jakoś się trzymają, że jego dom z Elżbietą (Elżbieta Wojnowska – przepiękne piosenki artystyczne) zawsze był otwarty dla będących w potrzebie. To był czas wspierania się duchem, wielkiej wzajemnej pomocy, czas solidarności (zanim nastała wielka SOLIDARNOŚĆ).

I jeszcze potem, kiedy nastała wymarzona wolność (sama się nie wywalczyła!), Pan Andrzej uczył i pomagał małym, lokalnym społecznościom (Ursynów) jak budować od podstaw, jak zacząć nowe życie, jak wspierać innych. Czy ktoś zliczy jego inne wspaniałe pomysły i inicjatywy różnych form kultury? Czy ktoś odda bogactwo i cierpienia jego życia?

A czas MAXIMA i spotkania z takimi fantastycznymi ludźmi w tej burej rzeczywistości lat 70-tych był czymś, czego za największe skarby świata kupić nie sposób. Każdemu szczerze życzę takich momentów w jego życiu!

Tadeusz Wysocki – vel “Max” (najstarszy syn MAX też – oczywiście, że po Maxim-ie)

Kierownik Klubu MAXIM w Warszawie 1971-1975, Warszawa Marzec 2002

P.S. Od drogiego przyjaciela Marka Bogatka z Sydney otrzymałem kilka dodatkowych słów wspomnienia o Klubie Muzycznym MAXIM w Warszawie:

*Autorem logo Maxima, tego pięknie stylizowanego M, które zdobiło drzwi wejściowe jeszcze w 90-tych, gdy od lat urzędowały tam już Hybrydy, był jeszcze inny świetny architekt – Tomek Lechowski, mój kolega z liceum Lelewela.

* Instalacje elektryczną robił nam jakiś “Pan Staszek”(?), którego przygadaliśmy na reglamentowanym piwku w barku na górze (po lewej stronie kina PALLADIUM), który to barek i całą restaurację MAXIM prowadziłeś jako szef z przydziału warszawskiej gastronomii jako praktyki organizacyjne, kiedy ci przydzielono cały ten MAXIM z jego ciemnymi i zamkniętymi wielkimi podziemiami po powojennej restauracji.

* Pierwszym DJ-em był nasz druh “Staszel” – Andrzej Staszewski, który nie tylko miał w Warszawie najlepszą kolekcje płyt, ale tez unikalne wtedy ‘psychodeliczne’ efekty świetlne.

*Sprzęt muzyczny do klubu załatwiłem u dyrektora Diory – pana Jelonkiewicza, ojca mojego kumpla z Elektroniki.

* Kiedyś złożymy głowy razem i przypomnimy sobie wspaniale, chyba najlepsze party w Maximie…na tydzień przed jego oficjalnym otwarciem w Sylwestra 1974 roku. Wszystko, jak to przy Maximie, było spontaniczne i społeczne: Natasza Czarmińska i chyba “Elka” Elżbieta Jodłowska (tez koleżanka z Lelewela) robiły ręcznie numerki do szatni, Zbyszek Namysłowski zorganizował muzykę, pomagał Jak Ptaszyn Wróblewski, Czesław Niemen, Stanisław Cejrowski (PSJ – Polskie Stowarzyszenie Jazzowe) musiał zorganizować bramkarzy, no bo ktoś chyba tych naszych kapot pilnował. To był ten PRAWDZIWY MAXIM, który tak bardzo chcieliśmy stworzyć dla nas i dla innych. Potem zaczęła się komercha.

*Wreszcie słowa uznania należą się dwom ‘komuchom’ (mylę o nich ciepło!) dzięki którym wszechwładna Partia PZPR zgodziła się na organizację klubu: Dyrektorowi WZG (Warszawskie Zakłady Gastronomiczne) – panu Staszkowi Styczyńskiemu, i ówczesnemu I-mu Sekretarzowi KW PZPR w Warszawie Ryszardowi Frelkowi – za ich zgodę w daniu nam wolnej ręki na to, jak na owe czasy “ogromne wariactwo”. Do dziś pamiętam moje (ja – obywatel absolutnie bezpartyjny!) wystąpienie w tej sprawie aż na posiedzeniu Komitetu Wojewódzkiego partii, gdy wywalczyłem pozwolenie na działalność Maxima do 3-ej nad ranem (nawet ich ukochana restauracja “Kongresowa” niedaleko zlokalizowana w PKIN (pięknie przez Partię nazwana jako “Pałac Kultury i Nauki”!) musiała się zamykać o 1-szej.

Więcej grzechów nie pamiętam, jak sobie przypomnę coś dodatkowego – nie omieszkam napisać.

Marek Bogatek, Sydney

 


KORESPONDENCJA:

—————————————————————————————————————————-

1.

—– Original Message —–
From: Andrzej Wróblewski caramon @ chello.pl
To: dho@dho.com.pl
Sent: Thursday, March 16, 2006 7:21 PM
Subject: O Ibisie…

Dzień dobry,

Bardzo dziękuję za zamieszczenie w Galerii Narodowej artykułu o moim ojcu. Mocno nam go brakuje, a w rocznice jego śmierci (20 marca 2006 mijają cztery lata) cisza jest niemal złowieszcza, bowiem nie zanosi się na wspomnienia i jakakolwiek realizacje Jego projektu ochrony języka ojczystego, który stworzył tuz przed śmiercią. Tym bardziej pamięć ludzka liczy się, tak jak liczy się dzielenie swoimi wspomnieniami o Ibisie z innymi. Chciałbym moc znaleźć drogę dla realizacji “Programu naprawy polszczyzny” autorstwa mojego ojca… niestety, nie wiem czy będzie mi to dane, bo jestem tylko szarym, zwykłym człowiekiem, który nie może przemawiać w jego imieniu, a nawet w jego sprawie tez nie za bardzo mi wypada. Mam jednak nadzieje, ze cel uświęci środki.

Dziękując raz jeszcze, składam wyrazy szacunku i wdzięczności.

Andrzej Wróblewski

—————————————————————————————————————————-

Komunikator galerii GA.PA - pole zmysłów - propozycja do wspólnego przemyślenia

  • Widok
  • Smak
  • Ciepło
  • Dźwięk
  • Dotyk
  • Balans
  • Zapach
  • Ból
  • TARDIS

Korespondencja

Website Project Created by RAW-CODE