French German Spanish Russian Chinese (Simplified) Japanese Hindi Arabic
French German Spanish Russian Chinese (Simplified) Japanese Hindi Arabic
Dział 6Ukojenie - Wspomnienia o Przyjaciołach, o Matce i Dzieciństwie, Pamiątki z życia rodziny., Postacie...

Wspomnienia o Matce, o Dzieciństwie – Stanisław Pieniążek i Tadeusz Wysocki + REFLEKSJE…

Zgłaszający Eksponat:
Stanisław 'Stan' Pieniążek , Tadeusz 'Max' Wysocki
podziel się z innymi:

Od Stasia:

—– Original Message —–

To: Narodowa@narodowa.pl

Sent: Friday, January 11, 2008 12:50 PM

Subject: Do GA.MI dział 3:

Wiadomość wysłana: 10.01.2008 7:16

Tadeuszu,

Załączam poniżej zdjęcie kiedy byłem młody, przystojny i chyba dziewczyny w okolicy za mną szalały gdyż zawsze byłem przygotowany na wszystko!

http://img.photobucket.com:80/albums/v195/piesta/1941_14000.jpg

Pozdrawiam,
Stanisław Pieniążek

————————-

Od Tadeusza: Mój drogi przyjacielu, sprawiłeś mi miłą niespodziankę ze zdjęciem z twojego dzieciństwa – zagrajmy w wirtualnej galerii GA.PA naszą wyobraźnią z tym oto moim skromnym opisem twojej urokliwej fotki:

Ciepły dzień słoneczny 1941 roku, wokół pełna okupacja. Kraj w okrutnej wojnie, a tu ciepło, spokój. Mama Janina czeka na Stasia w tym domu w Sulejówku z uśmiechem i miłością, to najpiękniejsze lata niewinnego dzieciństwa. Tata Stanisław dzielnie walczy o utrzymanie rodziny, pracując jako urzędnik w instytucjach warszawskich. Ale był to człowiek niezwykły, nieugięty żołnierz AK Gryf okręgu warszawskiego, do końca życia walczył z komuną w ukryciu o Polskę wolną i niepodległą, syn tego doczekał. Mały dwuletni Stasiu uśmiecha się do nas, przyszedł na świat drugiego grudnia 1939 roku, w czwartym miesiącu wojny! Cóż za symbol życia i opatrzności. Zobaczcie jego uśmiech zawadiacki, taki sam jak dziś, ten sam ruch głowy skierowany w dół, a wzrok ku górze z uśmiechem tajemnym. Kto mógł przeczuwać, jeśli nie Opatrzność, że wyrośnie z niego marynarz, 35 lat na morzach świata, ten zwariowany świat XX wieku u jego stóp, wiele portów i… wiele doświadczeń i trudów życia. I wreszcie największa jego pasja, genealogia, ale nie dla siebie tylko, ale dla podzielenia się z innymi wieloma pracami własnymi i swoim doświadczeniem, Katalog Zasobów Polskich Parafii jest tu kapitalnym przykładem. I te wiele lat ciężkiej pracy, z przyjaciółmi z PTG – Polskiego Towarzystwa Genealogicznego www.genealodzy.pl , którzy razem, jako wolontariusze!, dokonywali i dokonują tytanicznej pracy w fotografowaniu, skanowaniu i publikowaniu na stronach PTG metryk i indeksów z polskich, ukraińskich, białoruskich, litewskich, itd parafii. To jest niezwykła praca “pro publico bono”, to są niezwykli ludzie pomagający innym w odkrywaniu Historii Rodzin i Tradycji Narodowych. Przed nim wiele nowych pomysłów, wiele nowych kontaktów.

No i kto mógł przypuszczać, jeśli nie Opatrzność, że z tego małego szkraba z Sulejówka wyrośnie nam taki duży przyjaciel.

[Tekst oparty też na info uzyskane z web Smile]

—————————————————-

Drogi Stasiu,

A więc są teraz dwie fotki, którymi podzieliśmy się ze sobą i z innymi w dawnej galerii GA.MI. Obaj mieliśmy po dwa latka! I temu, który na widok tych naszych fotek się uśmiechnie, ślemy serdeczne pozdrowienia, temu kto się skrzywi, też ślemy serdeczne pozdrowienia.

Tak, to co w naszym życiu najcenniejsze, to pamięć o Matce. Stasiu drogi, czy każda Matka nie zasługuje na wspomnienie o niej? O historii jej życia, o drogach przebytych i troski o nas, jej dzieci? Czyż nie jest tego warta, by wspomnieć o niej gdzieś w otwartych księgach życia, jakim jest ten nowy wynalazek naszej rzeczywistości, internet, i dalej …? Niektórzy wydali o swoich Matkach tomy książek, ale my, przechodnie codzienni i zabiegani wędrowcy życia, zapominamy o tym, ja też nie jestem bez winy. A więc, niech ta nasza GA.PA będzie tu dobrym zaczynem i zachętą dla wszystkich do uszanowania pamięci o naszych Matkach. Drodzy odwiedzający galerię GA.PA – wspomnijcie o swojej Matce “choć w jednym słowie”…

—————————————————————————————————

 

Moje wspomnienie o Matce, osobiste, dla zachęcenia innych do przesyłania do GA.PY takich swoich wspomnień o Matce, o Rodzicach, życząc wszystkim ukojenia w bólu życia, jakie dają takie wspomnienia:

Nigdy nie pisałem o Matce, jakoś nie było okazji. Tak już jest czasami w naszym życiu, że o najbliższych osobach pisze się najrzadziej.

Miała na imię Halina. Była drobną brunetką, o pięknych oczach, miała ciepły dotyk, uśmiech, ładnie pachniała i często śpiewała nam dzieciom ładne piosenki. Urodziła się w 1920 roku w małym, starym historycznie, miasteczku Kunów nad rzeką Kamienną z taty Wiktora Słotwińskiego i mamy Janiny z domu Myszkowskiej. Tata Wiktor grał na wielu instrumentach muzycznych, do dziś została w naszym domu pamiątka po nim, mały flet piccolo. W Kunowie zorganizował małą orkiestrę. Mama Halina do szkół jeździła do pobliskiego Ostrowca Świętokrzyskiego. Jako młoda 18-letnia panna, w roku 1938,  wyszła za mąż za mojego Tatę Jana Wysockiego, urodzonego również w tymże Kunowie. Nie upłyną rok, kiedy wybuchła okrutna wojna. I tak zaczęła się jej droga przez dalsze życie dorosłe, którą spróbuję opisać kilkoma zdaniami:

Dostała od rodziców patriotyczne wychowanie. W czasie II Wojny Światowej, razem z Tatą, byli partyzantami, przez wiele lat ich partyzanckim siedliskiem były pobliskie Lasy Janowskie. Może to być ciekawe, Mama wspominała, że w czasie ich wojennym życiu partyzanckim w lesie, okrutnie brakowało jedzenia, przez wiele miesięcy lata i jesieni partyzanci w wielu dniach byli zmuszeni żywić się bardzo trującymi leśnymi grzybami muchomorami, których nikt nie zbierał – Mama je gotowała w kociołku na ognisku dziesięć razy, żeby były zdatne do zjedzenia. Po wojnie rodzice przenieśli się do Warszawy, gdzie Tata zajmował się gospodarką rolną, kończąc swoją zawodową karierę jako wiceminister rolnictwa, zresztą całe życie był bezpartyjnym, co wtedy było w karierze zawodowej bardzo dużym utrudnieniem. Po krótkim pobycie w Warszawie Mama z Tatą wyjechali na Pomorze, gdzie Tata zajmował się organizacją PGR-ów. Tam, w roku 1946 urodziła się moja siostra Barbara, a w Koszalinie, dnia 1.01.1950 r. urodziłem się ja. Po powrocie do Warszawy, w następnych latach, Mama rozstała się z Tatą, który założył własną rodzinę (a Mama Halina uczyła nas z siostrą szacunku dla innych i ich decyzji, z Tatą i jego nową rodziną utrzymywaliśmy zawsze dobre kontakty).

Mama Halina została sama z dwojgiem dzieci. Jej całe pozostałe życie poświęciła wychowaniu mnie i siostry Barbary. Zamieszkaliśmy przez wiele lat w Wilanowie, całe moje dzieciństwo i młodość, w małym pokoiku w budynku Przychodni Zdrowia, tuż przy kościele, stary adres to był ul. Wiertnicza 22A. To były ciężkie czasy komuny. Mama zarabiała na rodzinę, będąc księgową, potem główną księgową, w warszawskiej Składnicy Harcerskiej przy ul. Marszałkowskiej. Brakowało wszystkiego, była bieda, czasami brakowało na chleb. Kiedyś siostra Barbara, starsza o cztery lata, która musiała opiekować się bratem Tadziem, wspomniała, że kiedy braciszek, mały Tadzio wracał ze szkoły (Mama Halina była prawie cały dzień w pracy) i krzyczał, że jest głodny, ona po cichu oddawała mu swoją ostatnią kromkę chleba, bo przecież braciszek Tadzio był najważniejszy!

I w tym malutkim pokoiku na piętrze, gdzie były dwa łóżka, zawsze stało pianino, tak chciała Mama Halina. I zawsze musiały się znaleźć pieniądze na stałe lekcje gry na pianinie. Dzięki temu siostra Barbara skończyła muzyczne szkoły, została znaną śpiewaczką, wieloletnią solistką Operetki Warszawskiej, teraz zamieszkałą w Paryżu. A ja, głupiutki brzdąc, uciekałem przed tymi lekcjami gdzie pieprz rośnie, głównie do pobliskiego parku przy Pałacu Wilanowskim, jeszcze wtedy zamkniętych dla odwiedzających, gdzie były urokliwe drzewa i Jeziorko Wilanowskie, a dalej za jeziorkiem była aleja starych drzew do tajemniczej wieży, pola i las tajemny.

Potem Mama Halina pomagała w wychowaniu wnuków i pielęgnacji naszego ogrodu we Włochach, “miasta ogrodów” pod Warszawą, a miała tę niezwykłą umiejętność kontaktu z roślinami i z drzewami.

Tak oto przebiegało życie Mamy Haliny. I była ogromnie szczęśliwa, że obok córki Barbary, znanej artystki, doczekała się, z mojej życiowej partnerki dr. architekt – specjalistki od architektury energii słonecznej – Marii Mioduszewskiej-Wysockiej, aż trzech wspaniałych wnuków (znak czasu?): Maksymiliana, Dominika i Mikołaja.

Ta fotka z mojego dzieciństwa, którą w internetowej galerii GA.MI podzieliłem się z przyjacielem Stasiem Pieniążkiem i z innymi, była zrobiona w roku 1952 na Bródnie w Warszawie (też, jak na fotce Stasia Pieniążka, miałem 2 latka!), gdzie mieszkaliśmy w takim starym dworku. Tata Jan był zarządzającym warszawskim PGR, Mama Halina zarządzała domem. Jak widać na tej starej fotce, z przejęciem karmiłem kurczaczki, Mama Halina od małego uczyła miłości do zwierząt. I dzięki Mamie to zostało mi na całe życie. Kiedy jadę do parku, zawsze zabieram ze sobą coś pysznego dla ptaszków. Przez kilkadziesiąt lat, mieszkając z rodziną w domu we Włochach koło Warszawy, wybierając się prawie codziennie na rower (bez względu na porę roku), głównie do pobliskiego parku, kiedyś zwanego “Włochowskie Oceany” (kilka małych jezior powstałych po przedwojennych gliniankach, stąd nazwa dzielnicy Włochy), zawsze zabierałem i zabieram przysmaki dla ptasząt. Teraz to są włoskie orzechy. Kruszę je na drobno, najbardziej je lubią wróble, szpaki, gołębie – te najodważniejsze potrafią, znając mnie od lat, jeść “z ręki”, a dalej z kilkunastu metrów czekają na te orzechy wrony siwe, gawrony i kruki, a nawet kaczki. I tak już zostało mi to karmienie ptaszków, wpojone przez Mamę Halinę, na te całe życie.

Dziękuję Mamo Halino za wszystko.

Pamięć o Tobie była i jest dla mnie pocieszeniem w trudnych momentach życia,

Tadeusz


——————————————————————————————————————————————————————-

 

“Kilka słów więcej o GA.PA”

Mój drogi przyjacielu, dzięki za nasze dyskusje i przemyślenia o życiu i niezwykłych wartościach, które niosą pamiątki rodzinne czy wspomnienia, nawet te najmniejsze, te okruchy przeszłości i pamięci o przodkach. One są, w milionach rzeczy, którymi człowiek otacza się od wieków w domach, kolekcjonuje w muzeach, walczy o nie w nieludzkich wojnach, wartością w życiu niezwykłą i przez wielu niedocenianą. Mogą być jak okruchy ze stołu niezwykle cennej Genealogii, które koniecznie trzeba zbierać i chronić przez zapomnieniem.

W powstaniu i rozwoju wirtualnej galerii GA.PA pewne pojęcia winny być lepiej opisane, takie jak tytułowa “Zbiorowa Pamięć i Wyobraźnia”. Spróbuję to podać w kilku zdaniach, choć będzie to bardzo trudne, ponieważ są to dziedziny nauki i naukowe pojęcia stosunkowo młode:
Pamięć zbiorowa, kolektywna (ta ma trochę inne znaczenie niż zbiorowa) – to zespół wyobrażeń i pamięci o przeszłości, życiu przodków, ich czasu, obyczajów, wierzeń, sposobów myślenia i zachowania, ich losu i symboli, które są częścią naszej tradycji kulturowej i narodowej, dziedzictwem przeszłości. Wirtualna galeria GA.PA chciałaby pomagać w zachowaniu przed zapomnieniem rodzinnych “okruchów pamięci”, które są przecież częścią wielkiej Historii.
Pamięć zbiorowa bezpośrednio prowadzi do wyobraźni zbiorowej, kolektywnej (ta też ma trochę inne znaczenie niż zbiorowa, obok kolektywnej, jest też częścią jednostki).
W oparciu o takie właśnie rodzinne wspomnienia, okruchy pamięci, obrazy, symbole, myśli i słowa można rozwinąć całą dziedzinę nauki, przewidywać bieg zdarzeń, łącząc w ten sposób przeszłość z teraźniejszością i przyszłością. Oczywiście, nie chodzi tu o przewidywania indywidualnych losów (choć po części i to jest możliwe), ale mniejszych, czy większych grup społecznych, począwszy od rodziny, a skończywszy na narodzie. Bo przecież to, jak reagujemy na wydarzenia, wojny, katastrofy, albo nawet decyzje władzy, zależy od wzorców, które tworzyły się całymi stuleciami, a które znajdują wyraz nie tylko w dziełach sztuki, ale i rodzinnych pamiątkach.
Stąd dawne motto galerii GA.PA w jej pierwszej wersji z 2002 roku: “Zbierać przemijające okruchy przeszłości, bo z nich teraźniejszość, przyszłość i wytłumaczenie wszystkiego”. Mamy więc niezwykłą Zbiorową Pamięć i Zbiorową Wyobraźnię. Choć nie są to te same pojęcia, to mogą w grze życia być wspólnikami. Pozwalają one, jak to wynika z wymienionej wcześniej teorii, na sięganie w przyszłość, nie jak przy rekognicji (jasnowidzenie), ale z wiedzy o przeszłości rodzin.
Wirtualna GA.PA jest próbą właśnie tego połączenia. Jak będzie wyglądała GA.PA i świat za ileś tam lat, zaprawdę teraz nie wiem, ale jestem przekonany, że na dziś naszym świętym obowiązkiem jest pilnowanie, aby te okruchy rodzinnej pamięci nie ulatywały w niebyt.
Wreszcie, dwa słowa na temat zmian paradygmatu społecznego, w ramach społeczno-gospodarczego, jakie niesie wirtualna galeria GA.PA – a właściwie, sięgając głębiej, do macierzy dyscyplinarnej, jaką wnosi najgłębiej społecznie, ten zbiór rodzinnych pamiątek, wspomnień, wartości, wzorów, symboli, natchnień, czy wzruszeń właśnie. Wielką nadzieją GA.PY jest to, że na miejsce zmiany paradygmatu strukturalistycznego (konflikty społeczno-gospodarcze), o wiele ważniejsze okażą się zmiany paradygmatu interpretacyjnego (a więc długo oczekiwana, o wiele szersza, współpraca społeczna). Ta zmiana przekonań i wiedzy jak widzieć środowisko i rzeczywistość pozwoli, być może szybciej, na zmianę życia naszej planety w człowieczym, dobrym kierunku. Jeśli choć jedno pozytywne drgnienie wspólnych uczuć da jakiekolwiek wspomnienie zamieszczone w galerii zbiorowej pamięci i wyobraźni GA.PA dla rozwoju człowieczeństwa, cel jej powstania będzie osiągnięty.

Drogi przyjacielu, kończąc już naszą rozmowę,

Dziękuję też za nasze długie rozmowy o tych zaczynach i dalszego rozwoju galerii GA.PA. Jak szanować i upamiętniać, prócz innych stron w Internecie – a każde forum genealogiczne jest tu świetnym przykładem ogromnego szacunku do przeszłości – istnienia przodków, ich losu i symboli, ich tradycji i zwyczajów, a więc części naszej narodowej tradycji kulturowej. A może przez wspomnienia o ich życiu i dokumentach, innych pamiątkach, które może po nich pozostały? Jak prosić innych o przesyłanie do GA.PA tych wspomnień, czy pamiątek rodzinnych, często wstydliwie chowanych, ale przecież cennych dla innych. Jeśli są to rzeczy w pamięci rodzinnej zachowane, to dzięki GA.PA, zamieniać je w wartości i wzajemne wzruszenia. Zbierać te okruchy pamięci dla dobra wspólnego, dla uruchamiania naszej zbiorowej pamięci i wyobraźni, przemyśleń o przodkach i o nas samych. Jak, w tej zbiorowej pamięci, zdobywać wiedzę o symbolach życia przodków i wpływie ich zwyczajów, genów, na nasze życie współczesne i życie naszych następnych pokoleń. Rzecz cała w dzieleniu się tymi okruchami pamięci z innymi i w grze naszej wzajemnej wyobraźni. Niech GA.PA próbuje, może się uda.

Dziękuję również za twój wzruszający tomik wierszy “REFLEKSJE”. Pozwalam sobie dorzucić trzy cytaty z myślami ludzi twórczych, którzy nam wszystkim chcieli zostawić myśli o możliwości odczuwania naszej bogatej rzeczywistości. Rzecz zależy od nas samych:

“Wszystko może się wydarzyć, wszystko jest możliwe i prawdopodobne. Czas i miejsce nie istnieją. Na błahej podstawie rzeczywistości fantazja snuje i tka nowe wzory: mieszaninę wspomnień, przeżyć, swobodnych pomysłów, nonsensów i improwizacji. Osoby rozdwajają się, podwajają, są dublowane, roztapiają się, zgęszczają i jednoczą.” – to Strindberg z roku 1901.

“Wychodząc z teatru człowiek powinien mieć wrażenie, że obudził się z jakiegoś dziwnego snu, w którym najpospolitsze nawet rzeczy miały dziwny, niezgłębiony urok, charakterystyczny dla marzeń sennych, nie dający się z niczym porównać” – to Witkacy z roku 1919.

[oba “cytata” z ulubionej, małej lecz wielkiej duchem książki – zbioru felietonów/opowiadań – “Obecność” Antoni Słonimski “Czytelnik”, Warszawa, 1973]

wreszcie myśl Alberta Einsteina, gdzieś wyczytana:

“Prawdziwym przejawem inteligencji nie jest wiedza, lecz wyobraźnia”

Twój, Tadeusz “Max” Wysocki

 


————————————————————————————————————————————————————————————————–

Komunikator galerii GA.PA - pole zmysłów - propozycja do wspólnego przemyślenia

  • Widok
  • Smak
  • Ciepło
  • Dźwięk
  • Dotyk
  • Balans
  • Zapach
  • Ból
  • TARDIS

Korespondencja

Website Project Created by RAW-CODE